Sadok - wieś pod Chersoniem

Ten wyjazd nie miał być do Chersonia. Mieliśmy jechać do Izjum, na nowo wyzwolone tereny za Charkowem. Jednak wyszło jak zwykle, czyli plany uległy zmianie…

Dostaliśmy telefon od zaprzyjaźnionych wolontariuszy, że za chwilę Chersoń będzie wolny. Że pomoc na terenach wyzwolonych dosłownie przed kilkoma godzinami jest bardzo potrzebna. Oczywiście, że nie mogliśmy odmówić! Po zakupie żywności w Krzywym Rogu skierowaliśmy się w stronę Wielkiej Ołeksandriwki. Droga była fatalna, próbując ominąć jedną dziurę wpadało się w kolejną. Zdziwione spojrzenia ludzi w mijanych wioskach…auta pomocy humanitarnej nie są tu zbyt często widziane. Im bliżej granicy obwodu Chersońskiego, tym krajobraz coraz bardziej pobitewny. Wokół przeorane rakietami pola. Poryte gąsienicami czołgów pobocza… nadal gdzieś coś dymiło, w jednej ogromnej dziurze po rakiecie nadal płonął ogień. Pusto… cicho

Pierwsze napotkane domy, całkowicie zniszczone. Na bramach napisy MINY i specyficzne ślady po amunicji kasetowej. Na domach. CYWILNYCH DOMACH GDZIE MIESZKAŁY RODZINY, GDZIE MIESZKAŁY DZIECI. Ostrzelane warki samochód ściągnięte na pobocze…. Już po zmierzchu, z pousychanymi pojedynczymi słonecznikami rosnącymi na poboczu, robiło to upiorne wrażenie. Późnym wieczorem dojechaliśmy do granicy obwodu, czekał na nas nasz wojskowy kontakt, który poinformował, że WŁAŚNIE W TEJ CHWILI wchodzą do Chersonia, więc ze względów bezpieczeństwa musimy zaczekać do rana przy blockpoście. Zapowiadała się ciekawa noc…

Próbując spać w ciasnej kabinie busa, opatuleni śpiworami i marząc o ciepłej herbacie, budzeni co chwilę przejeżdżającymi obok BTR-ami i czołgami, czasem zerkając na horyzont, który co jakiś czas rozbłyskał wybuchami, jakoś przetrwaliśmy do rana.

O 7 rano, odebrani z blockpostu przez naszego wojennego, pojechaliśmy do jednostki. Kawa, śniadanie, chwila rozmowy. Szybka dostawa leków i materacy do szpitala polowego i w końcu wyjazd do oswobodzonej wsi, 20km od linii frontu…

Pojechał z nami jeden z żołnierzy, Nazar. Do wsi prowadziła jedna droga, częściowo już rozminowana. No właśnie, częściowo. Trzymanie się środka drogi, Nazar obserwujący pobocze. Ruscy wycofali się z tych rejonów niecałe dwie doby wcześniej. Zostawili swoje okopy, w których żyli i umierali przez ostatnie miesiące okupacji. Na poboczach zniszczone ruskie czołgi, ciągle nierozbrojone miny, wysadzone w powietrze cywilne auta z  Z-kami i V-kami…

 Wjechaliśmy do wsi Sadok. Mała malownicza wioseczka. Biednie, ale bardzo zadbanie. Lokalne kobiety, niesamowite, w ciągu doby zorganizowały mini kuchnie polową, aby żołnierze walczący na „Nulce” (pierwsza linia 20km dalej) mogli wpaść i zjeść czy to talerz ciepłej zupy czy własnoręcznie upieczony chleb. Wszystko robione na ogniskach i na dowożonej przez żołnierzy wodzie. Na prąd, bieżącą wodę i zasięg komórkowy przyjdzie mieszkańcom jeszcze trochę poczekać. Mimo że zmęczone, mimo że przerażone, to niesłychanie wdzięczne, że ich żołnierze w końcu przyszli, że w końcu odbili z rąk okupantów.

Wieszane z dumą ukraińskie flagi, wyciągane z zakamarków, chowane przed ruskim oprawcą w ogromnym strachu przed śmiercią za posiadanie niebiesko żółtej flagi, ale z równie wielką nadzieją, że przyjdzie ten właśnie moment, rozwieszenia jej dumnie na ich ukraińskiej wsi, na ich ukraińskiej ziemi. Łzy radości, uściski, wdzięczność… Ogromna siła i wielka nadzieja tkwiąca w ukraińskich kobietach.

Kobiety stworzyły listę rodzin w najgorszej sytuacji. Priorytetem były rodziny wielodzietne, osoby starsze leżące i najubożsi. Do nich w pierwszej kolejności trafiły nasze paczki pomocowe. Przywieźliśmy wszystko. Od jedzenia, przez artykuły higieniczne po pluszaki, kredki i rysowanki dla dzieciaków. Wielu mieszkańców potraciło domy. Zostały zajęte przez ruskich, ograbione a na sam koniec, gdy już uciekali, zaminowane. Dlatego tak dużą pomocą było dostarczenie ciepłych skarpet, ubrań, kurtek. Ci ludzie zostali bez niczego, wspierani przez sąsiadów, którzy sami zbyt wiele nie mają.

A później przeszliśmy do rozmów….

 

Traumatycznych, przerażających, wstrząsających. O brutalności ruskich, o biciu kolbą karabinu, mężczyznę leżącego w stanie terminalnym, chorego na nowotwór. O zaminowanym placu zabaw. O spadających bombach. O bestialstwie i nienawiści… O niespodziance zostawionej na sam koniec przez ruskich. Podpalili dom. A na wsi jak to na wsi. Mieszkańcy pobiegli gasić…zastawiona minowa pułapka. Zginęły dwie osoby, które pierwsze dobiegły, aby pomóc przy gaszeniu. Ich rozerwane szczątki mieszkańcy zbierali przez dobę a później pochowali. To są historie łamiące nam serce. Ito nie jest zamierzchła historia. To dzieje się tu i teraz. Obok nas.  Ale te kobiety, Ci mieszkańcy, Ci Ukraińcy… oni wiedzą za co walczą, oni wiedzą kim są. I w tym tkwi ich siła. A my możemy im tylko pomagać.

Pomóż nam dalej pomagać i docierać tam, gdzie naprawdę potrzebują naszej pomocy.

No payment method connected. Contact seller.